07 czerwca

Jak zmieniła się Holandia...

mieszkać w Holnadii

W ramach nowego projektu Klubu Polki na Obczyźnie opowiadamy jak zmieniło się nasze postrzeganie kraju emigracji. W tym poście przedstawię Holandię, jak ją widzę dziś, a jak było ponad trzy lata temu...
Przenieśmy się więc w czasie do lata 2013 roku. Jesteśmy w rozgrzanej i rozświetlonej słońcem Barcelonie, w której wtedy mieszkaliśmy. I oto nadchodzi wiadomość: przenosimy się do Holandii na wybrzeże Morza Północnego. No, może ta wiadomość nie była taka nagła i niespodziewana, ale dla podbudowania nastroju w tym opowiadaniu dopuszczam pewne nieścisłości. Staram się właśnie przeniknąć do moich myśli kłębiących się wtedy w mojej głowie. Nie ukrywam, że serce pękało mi na myśl o porzuceniu Katalonii, ale moje drugie "ja" podszeptywało: hura, kolejna przygoda w życiu! Co wtedy wiedziałam o kraju, w którym miał być mój kolejny dom? Teraz muszę przyznać, że niewiele. Moje wyobrażenia o Holandii pokrywały się z dość powszechnymi stereotypami: Amsterdam, tolerancja i otwartość. Ruszyliśmy więc pewnego wrześniowego popołudnia w poszukiwaniu przygody na północy Europy. Słońce chowało się za górami Montseny, a później po raz ostatni zjedliśmy katalońską kolację w La Jonquera. Nie zdawałam sobie jeszcze wtedy sprawy, jak bardzo będę tęsknić za górami (czy choćby wzniesieniami), dobrym jedzeniem i przyjazną pogawędką z kelnerem... Ale przejdźmy do rzeczy, poniżej w dość spontaniczny i chaotyczny sposób spróbuję wymienić główne zmiany od tamtej chwili w postrzeganiu Holandii i Holendrów.

mieszkać w Holandii


Społeczeństwo
To prawdziwy temat rzeka. Nie byłam chyba jedyna, która myślała, że jest to naród otwarty i z otwartymi ramionami wita wszystkich, w tym ekspatów. O naiwności! Obraz Holendrów, który mam teraz mocno odbiega od wyobrażenia przed przeprowadzką, ale nie powiem, że jest to zmiana zdecydowanie na gorsze, tylko może to ja tu nie za bardzo pasuję. Zaskakiwało mnie przez te ponad trzy lata wiele sytuacji, o niektórych pisałam na tym blogu, z innych żartowałam w zaciszu domowym, czasem też sobie popłakałam. Jak teraz mogłabym opisać Holendrów? Uogólniając nieco, to społeczeństwo o bardzo silnych więzach, ale w swoich własnych grupach czy środowiskach. Katolicy żyją po swojemu, protestanci również we własnym gronie. Do tego dołączyć trzeba bardzo licznych imigrantów, którzy z ogromnym trudem czasem przebijają się do lokalnej społeczności, ale zazwyczaj życie wiodą w swojej grupie. Będąc przybyszem niekoniecznie można się tu poczuć mile widzianym. Holendrzy są przy tym bardzo bezpośredni (czasem do bólu), więc nie omieszkają nam wyłożyć kawę na ławę i jasno dać do zrozumienia co myślą o przybywających do ich kraju. 

Podoba mi się natomiast, że w sprawach codziennych Holendrzy są zwykle zrelaksowani. Jest kolejka w sklepie? Spokojnie poczekają. Korek na autostradzie? Nikt nie balansuje między samochodami, żeby się wcisnąć na pas, który przez ułamek sekundy szybciej się porusza. Pracownik banku zrobił drobny błąd? Klient nie będzie robił mu awantury. Zdecydowanie mniej jest agresji niż w Polsce.

Profesjonalizm
Nie wiem, czy jest drugi kraj, w którym wszyscy mają taką żyłkę do interesów. I nie mówię o sprycie do przechytrzenia konkurenta, urzędu czy klienta, ale raczej o zdolności strategicznego myślenia i profesjonalizmu. Tu niewątpliwie ogromne znaczenie mają wieki doświadczenia (przyznajmy, nie zawsze były to okresy chlubne w historii) oraz świetny system edukacji. Holendrzy to też mistrzowie umiejętności miękkich: prowadzenie debat, negocjacji, prezentacji, w ich przypadku to takie naturalne. I oczywiście bardzo dobra znajomość angielskiego. Bawi mnie tylko czasem przemiana sprzedawcy po dokonaniu transakcji. Kiedy bowiem już dokonaliśmy zakupu, sprzedawca nie widzi już sensu  i celu w zabieganiu o nasze względy. I tak z dostępnego na każde skinienie doradcy przemienia się w kogoś, kto na pytania potrafi odpowiedzieć: najpierw poczytaj sobie instrukcję i nie zawracaj mi głowy. Wracając jednak do prowadzenia interesów, Holendrzy potrafią znaleźć niszę, lukę czy przekonać wszystkich do swoich usług, ich gospodarka cały czas świetnie się rozwija, a to wszystko przy najmniejszej w Europie liczbie przepracowanych godzin tygodniowo. Bardzo dużo pracowników jest zatrudnionych na niepełny wymiar godzin i przeciętnie pracownik w Holandii w pracy spędza tygodniowo około 30 godzin. Tu jeszcze wspomnę tylko, że technologicznie kraj też jest bardzo zaawansowany. Świetny system ujednolicony w całym kraju płacenia za transport publiczny (tzw. karty OV), aplikacje do opłat za parkowanie, wszystkie usługi publiczne online, zakupy przez internet, przesyłki... to wszystko jest standardem i działa bardzo dobrze.

A jakie mam zastrzeżenia? Nie podoba mi się system kontroli państwa, które zawsze ma rację. Inwigilacja spora, za każdy błąd poważne konsekwencje. Zapewne więcej swobody niż w Skandynawii, ale jak dla mnie i tak zdecydowanie za mało. Zabawne jest również, i może też pocieszające, że Holendrzy stworzyli sobie cały szereg przepisów, ograniczeń, zasad, ale jednocześnie czasem budzi się w nich chęć ominięcia ich. To tak jak w szkołach, dziecko objęte obowiązkiem szkolnym dzień nauki może opuścić tylko w przypadku choroby lub kilku przyczyn wyraźnie określonych w przepisach. Ale kiedy nadchodzi zima i ferie w szkole, które Holendrzy tłumnie spędzają na nartach (na stoki rzecz jasna muszą udać się do innych krajów), często w piątek przed rozpoczęciem ferii wiele dzieci ma problemy ze zdrowiem. Cóż, wiadomo, korków na autostradzie można uniknąć wyruszając nieco wcześniej niż sąsiedzi.

mieszkać w Holandii


Jedzenie
Przyznam szczerze: nie wyobrażałam sobie, że kraj tak zamożny może tak zupełnie nie zwracać uwagi na jakość i formę posiłków. Febo (klik), posypka cukierkowa na kanapki (klik), to tylko takie drobne przykłady. Do tej pory z przerażeniem patrzę na to, co klienci mają w koszykach w supermarkecie. Klienci zamożni, dodajmy. Chleb tostowy z plastiku, tacka z gotowymi hotdogami (tylko wsunąć do mikrofalówki), pasty kanapkowe... I brak gorącego obiadu! Holenderski obiad to najzwyklejsza kanapka, nawet restauracje, o ile są otwarte w południe, to i tak zazwyczaj serwują tylko zimne dania o tej porze dnia. Ba, nawet bary chińskie dostosowały swoją ofertę i w południe, zamiast ryżu w kurczakiem serwują kanapki...

mieszkać w Holandii


Pogoda
Przed przeprowadzką spodziewałam się wszystkiego najgorszego, a tu spotkało mnie nawet miłe zaskoczenie. Hiszpania to nie jest, ale już w porównaniu z Polską wygląda całkiem w porządku. Może dość często pada, ale zwykle nie jest to cały dzień ze ścianą deszczu, tylko trochę deszczu, słońca, wiatru w ciągu jednego dnia. Ładne letnie dni też się zdarzają, ale podobnie jak nad Wisłą, planując wakacje nigdy nie wiadomo jaką aurę otrzymamy w pakiecie. Pisząc te słowa słucham wiatru gwiżdżącego za oknem, a niebo jest koloru ciemnoszarego, ale gwoli sprawiedliwości dodam, że przez ostatnie kilka tygodni cieszyliśmy się pięknym latem.

mieszkać w Holandii


Krajobraz
Jeśli chodzi o krajobraz to powiedziałabym: ład nudny do bólu. Z jednej strony przestrzeń publiczna jest dobrze zaplanowana (na polderach można nawet powiedzieć, że zaprojektowana od podstaw ;) ), ogródki zadbane, domki wszystkie podobne do siebie, czerwona cegła na prawo, czerwona cegła na lewo... Ale kiedy odwiedzam nowe miasto to zawsze zastanawiam się czym różni się od pozostałych, żeby umotywować w nim wizytę. Kanał, czerwona cegła, kanał, rynek i czerwona cegła. Kiedy przyjeżdżamy turystycznie jest to urokliwe i inne, ale kiedy nic innego zobaczyć się nie da... No właśnie, są jeszcze tereny poza miastami i tu Was zaskoczę... wszystkie są identyczne. I znowu, na pierwszy rzut oka urokliwy krajobraz: wiatrak, zielono, krówka, owieczka.... Ale jak tak przez trzy lata ogląda się ten wiatrak... Tak, wiem mogłam się spodziewać, że na góry widoku z mieszkania mieć nie będę, z dziką przyrodą też obcować nie będę, ale nie miałam pojęcia, że ta monotonia może tak bardzo wciskać w ziemię. I może przy okazji holenderskiego krajobrazu dodam, że Holendrzy też są tak bardzo do siebie podobni, tak samo uczesani, ubrani, tak samo wysocy... 

mieszkać w Holandii


Dla wielu Holandia to kraj idealny do mieszkania, ale ja po tych trzech latach wiem, że ja do nich się nie zaliczam. Egzystencja może jest tu dostatnia, wygodna, ale poza tym wielkich fajerwerków nie można się spodziewać, monotonia życia gwarantowana. Muszę przyznać, że te ponad trzy lata w Holandii wiele mnie nauczyły i zupełnie zmieniły mój obraz Niderlandów. Moim dużym rozczarowaniem był kontakt z Holendrami, a raczej jego brak. Nie myślałam, że społeczeństwo jest tak bardzo zamknięte. Natomiast zaletą jest to, że wiele się nauczyłam i przetrwałam! 

Jeśli chcecie poczytać o doświadczeniach z emigracji innych blogerek, zapraszam na stronę Klubu Polki na Obczyźnie.

12 komentarzy:

  1. wiesz, byłam w holandii tylko raz służbowo. sporo też współpracowałąm z holendrami. jednak móiąc szczerze jakoś jestem zniechęcona i do narodu i do kraju. z zainteresowaniem przeczytałąm o twoich spostrzeżeniach :) pozdrawiam z deszczowej anglii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kiedy już się wyprowadzę z Holandii też raczej będę unikała kontaktu z nimi :) Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Bardzo celne spostrzeżenia. I o czym ja w przyszłym tygodniu napiszę??? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Jeszcze trochę rzeczy zostało, o Holendrach można pisać i pisać ;)

      Usuń
  3. Nie we wszystkim mogę się zgodzić. Mam znajomych Holendrów, byłam też w Holandii. Fakt, jesli chodzi o krajobraz domy z cegly jest praktycznie tak samo, ale kto co lubi. Ja uwielbiam cegłę i nie narzekalam. Co do jedzenia to holendrzy zasiadają wspólnie do sniadania a później dopiero wieczorem do wspólnej obiadokolacji celebrując przy tym posiłki. Dodam, że byłam i mieszkałam z holendrami (zero Polaków). Co do imprezowania są rozrywkowi często gdzieś wychodzilismy inigdy nie dali mi odczuć, że do nich nie pasuje czy cos w tym stylu. Mimo, iż obecnie nie przebywam juz w Holandii to przyjaźnimy się do dziś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje uwagi o jedzeniu dotyczyły raczej jego jakości, a nie w jakim gronie jedzą posiłki. Może do śniadania zasiadają razem, ale pochłaniają pieczywo tostowe zawierające całą gamę E-..., a na to cukierki jak do dekorowania tortu. Obiad to kanapki i jakość pieczywa to sama, a o wartościach odżywczych dodatków do nich (zwykle pasty o składzie niewiadomym) nie wspomnę. Francuzi też często jedzą kanapki (np na piknikach), ale jakości nie ma co porównywać. A kolacja holenderska (zawsze o 18) to tacka z gotowym posiłkiem odgrzana w mikrofalówce.
      W każdym kraju są ludzie i ludzie. Miałam też sympatycznych sąsiadów, ale oni pochodzili z Maastricht, a mieszkańcy jego okolic słyną z bycia nietypowymi Holendrami :) Podobnie z innymi sąsiadami, którzy prawie całe życia mieszkali w Prowansji. To jednak nie zmienia wrażeń ze spotkań z przeciętym Holendrem. Ile razy słyszałam: "niesamowite, jesteś Polką i mówisz po angielsku", "nie uwierzę, twój mąż jest Polakiem i nie pracuje fizycznie"... To takie delikatniejsze uwagi. Dodam tylko, że inne narody mają podobnie pod górę. Znajomy Niemiec mówi, że my i tak mamy dobrze, bo jemu ciągle zarzucają, że wywołał drugą wojnę światową... Nie wspomnę jak się czują niektóre mniejszości przy okazji Sinterklaas...

      Usuń
  4. Zapomnialam zapytać co masz dokładnie na myśli pisząc, że Państwo inwigiluje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ilość danych zbieranych przez administrację jest spora. I państwo wie lepiej, co jest lepsze dla ciebie, dla twojego dziecka...

      Usuń
  5. hej Ewa, ja pozdrawiam z Niemiec tak w ogole :-) ciekawy post. Od lat zyje na emigracji i tak zastanawiam sie nad tym, co napisalas o 'zamknietym' holenderskim spoleczenstwie. Wiesz, ja przeprowadzilam sie do nowego miasta w Niemczech po trzydziestce, i tez nie moge powiedziec, ze witano nas tutaj z otwartymi ramionami (haha... ), bylo mi z tym w pewnym momencie trudno - takie poczucie izolacji spolecznej troche. A potem zaczelam troche myslec i wyszlo mi na to, ze ... jest pewien wiek, w ktorym trudno znalezc nowe towarzystwo... Ludzie zyja w parach i maja dzieci, prace zawodowa, a w weekendy chca sie spotkac z rodzina (babcia, dziadek ze strony meza i zony - wartosc dodana: kontakt z wnukami), dalej - starzy znajomi z poprzednich etapow (podstawowka lub studia), i efekt jest taki, ze tego miejsca na nowe znajomosci .. nie ma. Jak rowniez potrzeby towarzystkie takich osob sa po prostu zaspokojone. Nie uwazam w zwiazku z tym, ze Niemcy sa jakims zamknietym spoleczenstwem, ale rozumiem, ze nie maja zwyczajnie potrzeby zawierania nowych przyjazni - w tym rowniez z Niemcami. Mysle, ze to samo moze dotyczyc Holendrow,- jak i Polakow na przyklad - i obawiam sie, ze niewiele panstw w Europie jest w stanie zaoferowac Ci to, co dostalas w Hiszpanii. Obym sie jednak mylila i zycze powodzenia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, zgadzam się, że życie towarzyskie po trzydziestce już jest nieco inne niż w czasie studenckim :) Szczególnie przy dzieciach, sama czasem nawet nie mam czasu zadzwonić do znajomych, a tu zamiast być coraz lepiej, czasu wolnego jest coraz mniej...
      Ale chciałabym trochę rozróżnić między przyjaźnią, życiem towarzyskim, a otwartością społeczeństwa.
      Przyjaźń jest dla mnie ważna, ale bardzo o nią trudno chyba w każdym wieku. Trudno jest zdobyć nowego przyjaciela i chyba nie ma tu aż takiej różnicy, czy w Polsce, czy na emigracji.
      Życie towarzyskie przy dzieciach faktycznie jest trudniejsze, choć często dzieci w tym mogą pomóc. Bardzo dużo poznałam znajomych na placach zabaw, w przedszkolu, teraz w szkole.
      Ale jednak otwartość społeczeństwa to jeszcze coś innego. Nie muszę się z sąsiadami przyjaźnić, czy spotykać na kawie, ale miło, jeśli w swojej dzielnicy nie traktują mnie jako najeźdźcę. Miło, jeśli w pobliskim sklepie pani miło się uśmiechnie (nie mówię o wyuczonym "dziękujemy i zapraszamy ponownie"), a nie za każdym razem udaje, że widzi mnie po raz pierwszy... To często drobne gesty, ale mają znaczenie.
      Chwilowo swoją niszę znalazłam w Hadze. Tekst pisałam ogólnie o Holandii, ale Amsterdam i Haga to trochę inny świat, bardzo międzynarodowy. Tu czuję się o wiele lepiej niż w małej holenderskiej miejscowości, a życie towarzyskie wraca na właściwe tory za sprawą Słoweńców, Włochów, Belgów... :) A za Hiszpanią bardzo tęsknię, tam nawet nigdy nawet się nie zastanawiałam czy jestem "swoja" czy "obca" :)
      Pozdrawiam!

      Usuń

Copyright © 2016 Cały ten Beneluks... , Blogger